czwartek, 15 maja 2014

Audeze LCD-3


No i stało się. Wylądowały u mnie na biureczku. Są i nikt mi już nie zabroni napisać o nich tego co o nich myślę. Jakoś tak się stało, że zachwyty nad flagowym produktem w sieci to norma. Baa nie dość, że ludzie popadają nad mini w zachwyt, to dla niektórych stały się praktycznie obiektem kultu. A czy faktycznie są takie dobre jak o nich się pisze i mówi? 

Model LCD-3 w ofercie Audeeze, to flagowiec. Prawdziwy klejnot w koronie. Słuchawki określane przez wielu mianem "State-of-the-art", znaczy się dzieło sztuki. O ile model LCD-2 okazał się był ledwo dziełem, bo na sztukę już materii nie starczyło, tak w tym wypadku muszę przyznać, że do sztuki jest mu naprawdę blisko. Jeśli miałbym opisać je bardzo szybko, i w skrócie to napisał bym: .... Eeee nie. Nie dam Wam szansy zakończenia czytania tak szybko. 



Po wyjęciu słuchawek z prze-hiper-mega-pancernego kuferka, możemy zacząć podziwiać kunszt rzemieślniczy firmy Audeeze. Słuchawki sprawiają jednocześnie wrażenie delikatnych i solidnych. Same słuchawki wyglądają na niezniszczalne, za to system mocowania ich do pałąka i system regulacji jest z wyglądu delikatny. Na szczęście w czasie, kiedy słuchawki były u mnie nic nie odpadło, poczucie było jednak dosyć niekomfortowe. Słuchawki są ciężkie. Nawet bardzo. I bliźniaczo podobne do LCD-2. Wynikają z tego cechy, dla mnie nawet wady, które opisałem już przy okazji LCD-2. Chodzi mianowicie o pady, ich kąt nachylenia i samą siłę docisku słuchawek do skroni. Przy tej wadze użytkowanie Audeeze było dla mnie dosyć niekomfortowe. Pady powodowały, że przy każdym ruchu głową słuchawki przesuwały się do przodu, odchylając od głowy tylną część. Siła ucisku była przy tym naprawdę spora (okularny przeszkadzają, i to bardzo). Słuchawki bardzo mnie cisnęły w żuchwę. Wychodzi, że na długie odsłuchy to tylko z głową na poduszce. I w całym tym konstrukcyjnym artyźmie jedna rzecz nie daje mi spokoju. Na cholerę Audeeze zastosowali miniXLR w wersji stereo??? Przecież do słuchawki i tak potrzebne są tylko 2 przewody. A tak mamy niestandardowe rozwiązanie z użyciem jakże standardowych wtyków. Znaczy to, że jak już mamy jakieś fajne kable pod ręką to i tak nic z tego nie będzie...Robimy na nowo.



Zauważyłem jeszcze jedną nieciekawą cechę. Po założeniu słuchawek mamy wrażenie że na głowie wylądowały idealnie uszczelnione słuchawki zamknięte. Jakikolwiek ruch słuchawki w kierunku głowy powoduje znaczny wzrost ciśnienia i osoby z bardziej wrażliwymi uszami mogą odczuwać dyskomfort. Oczywiście wrażenie posiadania słuchawek zamkniętych ginie, jeśli pojawi się jakikolwiek dźwięk z zewnątrz. Czyli mamy na uszach przepuszczający dźwięki ale za to blokujący powietrze twór. 
W zestawie mamy poza panc-kuferkiem jeszcze 2 przewody. Jeden z nich jest zakończony wtykiem XLR, z czego byłem naprawdę zadowolony. Baaa taki mały szczegół a spowodował prawie euforię :)



No to skoro (nie)przyjemności za nami, to czas posłuchać. Słuchałem z użyciem:
- HM-901 w wersji Balanced i Standard
- FCL w wersji Balance i Un-Balanced
- Cayin HA-1A
- ES9018 DAC + Xmos 

A porównywałem do Lime Ears LE3SW, HiFiMAN HE-5LE, Yamaha YH-100. Na samiuśkim początku powiem, że wersja niezbalansowana słuchawek i odsłuchy przy takim podłączeniu, to jak lap-dance w wykonaniu przepięknej blondynki, z biustem na wyciągnięcie ręki, podczas gdy siedzimy gołym zadem na potłuczonym szkle...Niby się da, ale jak wiemy, bez szkła byłoby przyjemniej.

Będąc przygotowywanym przez wiele recenzji do basu, jaki ma mi zaserwować Audeeze, rozczarowałem się. Ale jednocześnie odetchnąłem z ulgą. Bas miał być iście epicki w ilości pozwalającej na burzenie Muru Chińskiego. SuperSubwooferowy i generalnie bassy. Zdziwiony jestem, bo YH-100 mają basu kilka kilo więcej. Zatem nie zostałem powalony ilością. Na szczęście. Chociaż jest tegoż basu mniej niż w Yamahach to jest go więcej niż w HE-5LE. Znaczy, że jest go dokładnie tyle ile trzeba. A jakościowo to dokładnie to czego trzeba. Będąc przyzwyczajony do słuchawek planarnych nie siadłem wprawdzie z wrażenia na ziemi, nie musiałem też zbierać szczęki z podłogi (szczęka była trzymana przez pady LCDków). Wrażenie było jednak kosmiczne. Kolejne słuchawki planarne, które udowadniają mi, że jest to właściwa technologia dla słuchawek. 



Bogata w doznania średnica to domena słuchawek planarnych. Nie inaczej jest w przypadku LCD-3. Na średnicy dzieje się dużo. Żeby nie powiedzieć wszystko. Pozostałe pasma to elementy towarzyszące. Wpływające na obiór klasy tych słuchawek. Za to średnica przykuwa naszą uwagę to tutaj odbywa się przedstawienie. Wokale są świetne. Czyste, głębokie i pełne emocji. Instrumenty brzmią żywo i wiernie. Generalnie ciężko napisać cokolwiek w tym temacie, tak, żeby nie zostać posądzony o grafomaństwo. Zupełnie jak z dowcipem o Żydzie. Opowiedziałbym Wam, ale boję się, że spalę...



Wysokie, zupełnie jak w przypadku LCD-2 to Pięta Achillesowa Audeeze. Jest o niebo lepiej niż w przypadku LCD-2, ale nadal są problemy. Góra niby jest rozdzielcza, ale wyraźnie słychać kompresję, niby nie jest schowana, ale niektórych dźwięków brakuje. Chociaż najgorsze wrażenie robi lekka "cyfryzacja" wysokich tonów. Takie wrażenie, jakby coś zakłócało przekaz. Najwyraźniej było to słyszalne na HM-901. Najmniej na Cayin. Taki malutki hint - jeśli nie macie zbalansowanego toru, jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest dobra lampa. Żaden tranzystor nie da Wam tego, co dać Wam może wzmacniacz i lampowe granie jego :P. 



Scena i prezentacja to sfera w której znajduję największe różnice w stosunku do LCD-2. Nie ma grania przez rurę, punktowej prezentacji. Nie ma wprawdzie "Stepów Akermańskich" znanych z K(Q)701. Ale generowana scena ma właściwą szerokość, wręcz wzorcową holografią i podziałem na plany. Separacja instrumentów i kanałów świetna. Dla mnie największa wada LCD-2 została wyeliminowana. 

Podsumowując brzmienie, to najbliżej mi było z LCD-3 do ... Lime Ears! Tyle, że LE3SW mają dużo lepszą górę. I nie ważne co bólodupce napiszą mi później. To jest prawdziwa rekomendacja z mojej strony - porównanie LCD-3 do Lime Ears. W kategorii słuchawek "efekciarskich" Wybrałbym YH-100. W kategorii wygoda i komfort - HE-5LE. Ale w kategorii słuchawki nauszne - LCD-3. Tak, ze smutkiem muszę przyznać, że zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Ze smutkiem dlatego, że aktualnie mam do kupienia samochód i niestety środki finansowe muszę przeznaczyć na co innego. A środki potrzebne na te słuchawki starczą na całkiem niezły, 10 letni wózek :) Kosztują bowiem 1940$, co na "nasze" wychodzi jakieś 7400 pln. I tak naprawdę to jest jedyna wątpliwość dotycząca tych słuchawek...


Za możliwość poczytania o LCD-3 dziękować możecie firmie audiomagic.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz